Buddyjski mnich w tajskim klasztorze, czyli Dawid z Polski
5 Głosy: 6

Buddyjski mnich i buddyzm to dwa terminy, które bywalcom Tajlandii nierozerwalnie kojarzą się z Krainą Uśmiechu. Mężczyźni z ogolonymi głowami, zawinięci w pomarańczowe szaty to stały element tajskich miast. Jednak dla mnie nigdy nie było to niczym ponad lokalny folklor. Do czasu pewnego zupełnie przypadkowego spotkania. Chociaż podobno w życiu nie ma przypadków…

piwo chłodzenie leo tajlandia
Autorski sposób chłodzenia piwa 🙂

Życie dziwnie się układa, pomyślałem przywiązując butelkę Leo do klimatyzatora w hotelowym pokoju. Oto jestem po raz kolejny w Bangkoku – mieście, które na swój sposób pokochałem, chociaż nigdy nie byłem przesadnym fanem wielkich miast. To jednak ma w sobie to coś, czego nie da się opisać słowami. To się po prostu czuje lub też nie. Rozmyślam i patrzę z dumą jak butelka piwa chłodzi się w ten niekonwencjonalny sposób. To chyba po to były te lata studiów i tytuł inżyniera budownictwa… Ale, gdzie to ja byłem? A tak.. Więc, co z tym buddyjskim mnichem?

Buddyjski mnich potrzebuje sera.

Jest koniec lipca 2017 roku. Siedzę w tym obskurnym hoteliku, sącząc lekko schłodzone piwo i myśląc co by tu robić. Z dalszych planów to za kilka tygodni czeka mnie wesele, z bliższych egzamin na tajskie prawo jazdy. A tu jeszcze weekend, z którym nie wiadomo co zrobić. W poszukiwaniu inspiracji przeglądam jedno z facebookowych for o Tajlandii. To gdzie każdy jest bardziej tajski od samego Króla, a pytania spotykają się częściej z kamienowaniem, niż z merytoryczną odpowiedzią. Ot taka to już mentalność Polaka… Jednak coś się tu wyróżnia, przykuwa moją uwagę i doprowadza do rozmowy. Ser żółty…

Jakiś czas później…

– Masz jakiś fajny motor do pożyczenia na weekend? – pytam poznanego wcześniej właściciela motocyklowego serwisu.
– Mam, a masz w końcu to prawko?
– A i owszem!
– To jak chcesz to będzie czekał.

I pomyśleć, że jeszcze kilkanaście miesięcy temu nie miałem nawet pojęcia jak taki motor działa. Wsiadam, odpalam i ruszam w zupełnie nieplanowaną podróż do klasztoru ukrytego w górach. Przepycham się przez korki, aby w końcu wyjechać na prostą i porządnie rozkręcić manetkę. Dwie godziny później jestem pod bramą buddyjskiej świątyni Thamkrabok.

Buddyjski mnich z Polski, czyli poznajcie Dawida.

Stoję przed majestatycznym kręgiem wielkich bazaltowych figur i czekam na mojego gospodarza. Z jednej strony jestem zauroczony widokiem, z drugiej zaś myślę, czy przystoi mi masować się po obolałym od długiej jazdy tyłku. Z rozmyślań wyrywa mnie przywitanie dolatujące gdzieś z boku:

Zobacz też:  DROGI W TAJLANDII, czyli zróbmy sobie nową drogę na wyspie.

– Cześć!

Odwracam się w stronę głosu, a przed moimi oczyma pojawia się iście groteskowa postać. Oto bowiem wita mnie niewysoki jegomość, którego można by określić jako mieszaninę Johna Rambo z trzeciej części z Maverickiem z Top Gun. Do tego łysina zapożyczona od Kojaka oraz przeogromny uśmiech Jokera. To jest właśnie Dawid, który został buddyjskim mnichem w tajskim klasztorze.

polak mnichem buddyjskim
Oto Dawid – polski buddyjski mnich

Zaczynamy niezgrabnie naszą rozmowę, która przeobraża się w wielowątkową dyskusję trwającą do świtu dnia następnego. Okazało się, że mamy tyle wspólnych tematów i podobnych przeżyć, że zdecydowanie jest o czym rozmawiać. Muszę przyznać, że dyskusje na tematy religijne uważam za zupełną stratę czasu, gdyż jest to najbardziej intymna część każdego z nas, której często nie da się nawet wyartykułować. Jednak ta bardzo długa rozmowa z Dawidem pokazała mi, że można dyskutować szanując nawzajem swoje postrzeganie świata. I to chyba jest najważniejszą lekcją jaką wyniosłem z tej przygody.

Dlaczego zostałeś buddyjskim mnichem i co tu właściwie robisz?

To były jedne z moich podstawowych pytań, na które Dawid odpowiedział z buddyjską lekkością. Z tych wyjaśnień wynurzał się obraz silnego człowieka, który potrafił wyjść daleko poza swoją strefę komfortu. Cholernie daleko! Codzienna pogoń i wskazówki zegara, które jakby coraz szybciej się poruszają. Konsumpcjonizm, który zjada nas coraz bardziej. Kto tego nie zna? A gdyby tak właśnie powiedzieć: stop, ja wysiadam? Kuszące, prawda? Po wielu latach prowadzenia własnej firmy, zatrudniania ludzi, płacenia podatków – przyszedł moment, w którym zatracił sens dalszego wyścigu i zdecydował się na bardzo radykalny krok. Porzucił to wszystko do czego inni ciągle dążą i przywdział mnisie szaty. Możesz powiedzieć „ja bym nigdy…”, ale odwagi mu odmówić nie można.

Jednak życie mnicha to nie są wakacje! Oto kilka zasad (z kilkudziesięciu), którymi Dawid kieruje się każdego dnia:

  1. Buddyjski mnich spożywa tylko jeden posiłek dziennie o 6 rano.
    Posiłki przygotowywane są przez samych mnichów z produktów, które dostali w datkach. W diecie przeważa oczywiście ryż, ale nie ma ściśle ustalonej diety.
  2. Myjesz się jedynie dwa razy w miesiącu.
    Dokładnie tak 🙂 Mnich buddyjski nie może skupiać się na swoim ciele, które jest tylko przejściową formą. Nie musi więc się często myć, ani używać kosmetyków.
  3. Nie możesz wychodzić z klasztoru bez pozwolenia.
    Jeżeli mieszkasz na terenie klasztoru to właściwie nie masz potrzeby z niego wychodzić… Bo i po co? Jakbyś jednak chciał, to konieczna będzie zgoda.
  4. Buddyjski mnich nie może dotykać kobiet.
    I nie mam tu na myśli upojnej nocy. Zakazany jest jakikolwiek kontakt, nawet uścisk dłoni. Kobieta chcąca przekazać cokolwiek Mnichowi, musi to zrobić za pośrednictwem mężczyzny.
  5. Nie masz swoich pieniędzy.
    W założeniu każdy mnich ma w klasztorze wszystko co potrzebuje do życia. Po co więc pieniądze? Potrzeby są małe, a przynajmniej do tego powinno się dążyć 🙂
Zobacz też:  10 błędów, które popełnisz będąc pierwszy raz w Tajlandii.

Klasztor buddyjski Wat Tham Krabok.

Dawid wiedzie swoje mnisie życie w klasztorze Tham Krabok, który to znajduje się 140km na północ od Bangkoku. Klasztor i jego mnisi zajmują się jednak czymś jeszcze ponad praktykowanie buddyzmu. To właśnie tu znajduje się buddyjski ośrodek terapii uzależnień, w szczególności uzależnień od heroiny oraz opiatów. W czasie mojego krótkiego pobytu poznałem kilka osób, które po odbyciu leczenia po prostu zostały na terenie klasztoru pomagając w sposób jaki tylko mogą.

Spędziłem naprawdę fajny weekend i poznałem dobrego człowieka, który nie jest dobry bo jest mnichem. Również dobry byłby w szatach księdza, bezdomnego, czy też mojego dilera trawy… Przypadek postawił Dawida na mojej drodze, albo mnie na jego. Wracając do Bangkoku ścigałem się z nadciągającą burzą, a w głowie kłębiły się pozytywne myśli. Mimo, że nie spałem prawie całą noc byłem pełen dobrej energii. Pozostało tylko pytanie, czy to wpływ Buddy, czy raczej efekt motyla?

buddyjski mnich tajlandia
Dawid – buddyjski mnich 🙂

To co z tym serem?

A co z tym serem, o którym wspominałem na początku? Dawid postanowił rozpieścić swoich mnisich braci małą, własnoręcznie wykonaną pizzerką. I po to właśnie był mu ten ser. A dlaczego przywiązałem piwo do klimatyzatora? Pokój nie był wyposażony w lodówkę… 😁

Oficjalna strona klasztoru: https://wat-thamkrabok.org