Dlaczego częściej sięgam po Yerba Mate, niż po zimne piwo?
5 Głosy: 1

Yerba Mate to ostrokrzew paragwajski, który rośnie… Nie… Kolejny durno-mądry artykuł, niepoparty żadnymi badaniami, natomiast w stu procentach odtwórczy? Bo jest modnie? Nie będę dokładał się do tego typu twórczości, ale napiszę dlaczego ostatnio częściej sięgam po Yerba Mate, niż po piwo.

Pierwszy raz usłyszałem o tym zielsku dobre kilka lat temu, kiedy jeszcze w Polsce nie było to atrybutem hipsterkości. Samo dostanie tego roślinnego suszu nie było wcale łatwe, a już z pewnością nie można było tego po prostu kupić przez Internet. Co więc pchnęło mnie do poszukiwania świętego zielska Indian Guarani? Dobrze pamiętam, że była to jedna z książek Wojtka Cejrowskiego, który wręcz rozpływał się nad zaletami bagnistej brei. Jaka to ona wspaniała, smaczna, pobudzająca i ogólnie wprawiająca w stan ekstazy. Kilka razy cofałem się do początku akapitu i po raz kolejny czytałem o czym dokładnie jest mowa. Czy przypadkiem pan WC Kwadrans nie wciągnął kilku liści koki, które w wyniku językowej pomyłki wziął za jakąś tam „herbatkę”? Mowa jednak była o ostrokrzewie paragwajskim, nie o krasnodrzewie pospolitym.

Pierwszy kontakt z Yerba Mate.

Zachwytów nie było końca. Mate jest taka pyszna, że pan podróżnik Cejrowski zrezygnował z picia kawy, czy też herbaty, na rzecz wyżej wymienionej. Szybko dodałem sobie dwa do dwóch – uwielbiam kawę, herbatą również nie pogardzę, więc yerba powinna być dla mnie niczym boska ambrozja! Wynalazłem sklep i za ciężko zarobione pieniądze kupiłem dużą paczkę zielska, jakiś kubek i łyżko-rurkę. Zaaferowany zakupem pobiegłem do domu, aby w końcu spróbować tego podobno przecudownego napoju. Trzęsącymi rękoma nasypałem do kubka roślinnego suszu, zalałem gorącą wodą i po chwili wziąłem pierwszy łyk. Faktycznie oczy mi się powiększyły, ale raczej nie było to wynikiem przyjętej kofeiny, a bardziej uczucia bezceremonialnego gwałcenia moich kubków smakowych. Wyplułem tyle co się dało i resztką tchu wykrzyczałem moje wrażenia: „Cejrowski ty ch*ju!”

yerba mate na zimno przepis
Pierwszy kontakt z yerba mate nie był najlepszy….

Od tego czasu minęło kilka lat, a ja na samo słowo Yerba, wzdrygałem się z obrzydzeniem. Zły dotyk boli przez całe życie… Jednak pewnego upalnego, lipcowego dnia pomyślałem, że może warto spróbować jeszcze raz. Powodów przemawiających za tym było kilka.

Zobacz też:  Dlaczego kocham Ubera? Na złość wąsatej miernocie.

Ile można pić kawy i piwa?

Siedząc przy biurku, czy też mając po prostu luźniejszy dzień, moje przyjmowanie płynów było od zawsze podzielone na dwie kategorie. Pewnie każdy prawdziwy mężczyzna ma podobny system – do 15 kawa, po 15 piwo. W tym systemie była do podjęcia tylko jedna decyzja – czy z lodówki wyciągnąć mleko do kawy, czy już zimny browar. I to było proste, smaczne i zdro… Zdrowe akurat może i nie było… System ten jednak zaczął mieć swoje minusy, pomimo niewątpliwych plusów. Trzeba było ograniczyć spożywanie alkoholu, a i nadmiar kawy również nie był taki do końca „in plus”.

yerba mate smak bombilla
Akurat ta yerba mate mi nie smakuje…

Efekt odstawienia.

Tak jak nałogowy palacz, który nie wie co zrobić z rękoma, tak ja podświadomie szukałem na biurku kubka z kawą. Czymś więc trzeba było to zastąpić i wydawało się, że yerba idealnie się do tego nada. Tylko jak się do niej przekonać? Tym razem podszedłem do tematu ostrożniej i zamiast jednej wielkiej paczki, zamówiłem zestaw. A w nim oprócz naczynka i rurki, znajdowało się 10 próbek różnych yerba mate. Muszę przyznać, że długo czekałem przed wzięciem pierwszego łyka. W końcu jednak zebrałem siły i siup… Smak tym razem był inny, lepszy. Przez pierwszy tydzień przyzwyczajałem się do nowych smaków i niezbadanych dla mnie odczuć. Dziś, po miesiącu używania, pijam mate codziennie, a kawę ograniczyłem do 1-2 dziennie. Oczywiście to nie jest tak, że każda mate jest pyszna i przyjemna. Do kilku smaków nie mogę się przekonać, ale odkryłem najważniejsze – yerba to nie tylko jeden, ustalony smak, który musisz polubić. Możliwości jest wiele, nawet takie egzotyczne jak mieszanki z owocem pomelo i wiórkami kokosowymi.

Po co pić Yerba Mate?

Można pić yerbę, gdyż jest to modne zajęcie, które wygląda wyjątkowo dobrze na instagramowych fotkach. Można też pić, gdy w podążaniu za „modą” dawno przekroczyło się granice zdrowego rozsądku. Ja za „modą” nie nadążam już od dawna, czego dowodem jest to, że… jem gluten, a moje obiady to często byli właściciele oczu. Równie dobrym powodem może być wiara w pobudzające działanie oraz armię polifenoli, zbawiających nas ode złego. Można również popijać terere (mate na zimno), aby nie myśleć o kolejnym zimnym browarze. Mogę zagwarantować, że po 8 kubkach zimnego terere, głowa nas nie będzie rano bolała, czego nie da się powiedzieć o zimnym Tyskim…

Zobacz też:  RECENZJA: Rekiny Wojny / War Dogs recenzja filmu
yerba mate terere jak pic
Yerba Mate, czy też Terere to dobry sposób na upały.

Jak pić Yerba Mate?

Gdy już zamówienie było opłacone, a kurier grzał silnik, aby dostarczyć mi kupione mate, ja zacząłem studiować najważniejsze pytanie – jak pić mate? Już po kilkunastu minutach, kilku blogach oraz paru filmikach, dowiedziałem się najważniejszego – większość poradników to bzdury i legendy podsycane ignorancją. Bo jak inaczej mam tłumaczyć brodatego jegomościa, który z całkowitą powagą tłumaczy, że bombille (tę rurkę) należy wkręcać delikatnie, ruchem kolistym w prawo. No kur*a! Co się stanie, gdy będę mieszał w lewo już nie wyjaśnił. Takich „specjalistów” nie chciałem i nie mogłem słuchać. Idąc za radami tego, co mi kilka lat wcześniej tę yerbę spaskudził, piję bez namaszczenia, czy też sprawdzania kąta pomiędzy wsadzoną bombillą, a podłogą. Zasada jest prosta i łatwa do zapamiętania – WWW. Wsadź, wsyp, wlej. Koniec.

Skuter bez prawa jazdy?