Cztery Kilo Obywatela Mniej
Systematyczność zabija moją kreatywność!
5 Głosy: 3

Systematyczność to słowo, które wciska nam się do głowy od małego, jako remedium na każdy problem. Tylko systematyczną pracą zdobędziesz obrany szczyt i tylko systematyczność da ci upragnione sukcesy. Gówno prawda! To właśnie ta systematyczność zabija w nas kreatywność.

Systematyczność, czyli seryjność.

Tak długo broniłem się przed określeniem bloger, że i dziś wzdrygam się na dźwięk tego słowa. Brzmi ono jakby ktoś dał mi policzek, albo splunął pod nogi. I chociaż wiem, że nie słowa, a czyny o nas świadczą, to jednak nie chciałbym być określany mianem „blogera”. Ja po prostu sobie czasem coś napiszę, czasem coś nagram, a czasem nie zrobię nic. Bo ten blog (cholera!) jest tylko wirtualnym dnem kolejnej flaszki, do której zagląda każdy alkoholik. A zagląda, aby wyrzucić z siebie emocje, zapomnieć, czy w końcu z czegoś się „wyleczyć”. I ja podobnie, zapełniam te cyfrowe kartki, aby „zrobić sobie dobrze”. Nie jest to moją pracą, obowiązkiem, czy też spełnianiem pokładanych we mnie oczekiwań. Jest tylko taką mentalną masturbacją.

Systematyczność, czyli organizacja.

Nigdy nie byłem specjalnie zorganizowany, czy skrupulatny, co w sumie odbiło się szerokim echem na moim życiu. Zaczynając od tego, że przez mój brak jakiegokolwiek uporządkowania… wyrzucono mnie ze szkoły. To była szkoła średnia, a ja byłem zdeklarowanym przeciwnikiem wpajanej mi organizacji życia. Organizacji, która mówiła co muszę i kiedy, jak często i jak długo, nie odpowiadając jednak na pytanie – po co? Ta walka z systemem na niewiele się zdała, bo i dziś nie wiem „po co”. Jednak wiem, że nie „muszę”. Wiecie… „another brick in the wall”.

Systematyczność to biznes.

Siłą rzeczy, kątem oka śledzę inne blogi i różnej maści internetowych twórców. Zauważyłem ostatnio dziwny trend – blogi umierają… Jeżeli przejrzycie starsze zestawienia popularnych blogów to okaże się, że część z nich już dawno nie istnieje. A inne, które jeszcze kilka lat temu były w czołówce poczytności, ostatnie wpisy mają sprzed roku, dwóch, czy nawet trzech lat. Skończyła się wena? Brak czasu na podróżowanie, czy pisanie? A może nie spełniły się finansowe założenia takiego „biznesu”? Bo przecież nie ukrywajmy, że blogowanie stało się sposobem na życie. I to na całkiem wygodne życie, jeśli popatrzymy na tych otwierających peleton. I tu znów przychodzi to słowo – systematyczność. Chcąc robić to dla pieniędzy trzeba o tym myśleć jak o biznesie. Mieć dział marketingu, kontaktu z mediami, dział negocjacji tłustych kontraktów i zajebistych barterów. Tak przynajmniej sobie wyobrażam biznesową stronę bloga. A ja…? Na cóż…

Systematyczność to staranność.

Staranność w publikowaniu słów jest kluczowa, chociaż często pomijana. Bzdurne teksty, „fake newsy”, czy też przekłamania i nadinterpretacje to codzienność naszych mediów. Trzeba pisać więcej, nagrywać częściej, krzyczeć głośniej – bez względu czy to prawda, czy też nie. Jak w takim razie ma wyglądać tekst na blogu, skoro taki „wzór” dają nam wszyscy wokół? Nijak. Mizernie. Pobieżnie. „Fast foodowo”. Bo przecież to i tak nie ma znaczenia. Najważniejsze, że wyrobiło się założoną ilość ZZS, dodało tytuł H1 i odpowiednie anhory. I wtedy można myśleć o sprzedaży! Przecież nawet zamawiający nie czyta tych tekstów, gdyż jedyne na czym mu zależy to link do strony.

A ja tak nie chcę! Możesz zarzucić mi, że piszę bzdury, że teksty są zbyt wydumane i nieczytelne. A nawet możesz mieć swoje zdanie! Jednak czego nie możesz, to zarzucić mi pisanie nieprawdy. Bo ja piszę bo chcę, a nie bo muszę.

Chcę być popularny i dobrze opłacany.

Tak. To prawda. Chciałbym, aby moje słowa czytało więcej ludzi. Oczywiście w granicach rozsądku. Powiedzmy, że 10x więcej niż czyta teraz. To już by było fajnie. A po co? A po to, żeby móc się wymienić myślami i uwagami na temat otaczającego nas świata z ludźmi, których mógłbym uznać za grupę statystyczną. Bo przecież usłyszeć „jesteś idiotą” od 100 osób to obraza, ale od 1000 to już statystyka, z którą nie wypada polemizować.

Chciałbym również… napisać książkę. Ale do tego jest potrzebna systematyczność i konsekwentność. A właśnie ta systematyczność zabija moją kreatywność…

I’m still standing!

Napisałem ten tekst po dłuższej przerwie od pisania. Przerwie, którą wykorzystałem na eksperymentowanie z innymi formami, a mam tu na myśli vloga. Jednak brakowało mi tej „mentalnej masturbacji” jaką daje mi pisanie i wylewanie myśli na „papier”. Z drugiej jednak strony brak przymusu do tworzenia kolejnych tekstów, to wspaniałe uczucie. I może dzięki temu mój blog nie zamknie się z hukiem, bo zabraknie mi tematów. Nie zamknę się również, bo nie licuje mi się budżet, gdyż… nikt mi za nic nie płaci! Nie dlatego, że jestem nieprzekupną ostoją prawdziwego blogerstwa. Każdy ma swoją cenę, a ja jestem dziwką jak i każdy z was. Po prostu nikt mnie nie chce kupić 🙂 I może właśnie dlatego:

You know I’m still standing better than I ever did
Looking like a true survivor, feeling like a little kid
I’m still standing after all this time
Picking up the pieces of my life without you on my mind

*Elton John – I’m Still Standing