KOH TAO: Opuszczone domki w zatoce Laem Thian
5 Głosy: 9

Opuszczone budynki mają w sobie jakąś magiczną moc przyciągania. Zawsze mnie ciągnie, aby wejść, zobaczyć i po prostu spróbować zrozumieć. Kto tu żył, mieszkał i co spowodowało, że budynek został opuszczony i zapomniany. Jakiś czas temu opisywałem historię opuszczonego hotelu na wyspie Phuket, dziś również pochylę się nad tajemniczą historią opuszczonego hotelu. Tym razem na małej wyspie Koh Tao.

Laem Thian to mała zatoka na wschodnim wybrzeżu Koh Tao. Dostać się tu można drogą wodną wynajmując łódkę lub tez spróbować trekingu przez dżunglę. Nie ma tu żadnego szlaku turystycznego, a jedynie zapomniana i zniszczona droga, która momentami znika zupełnie pochłonięta przez tropikalny las. Jeżeli nie pomylisz drogi i nie uciekniesz przed tnącymi komarami, to dotrzesz do małej zatoczki z malowniczą plażą. Oprócz tej plaży znajduje się tam jednak coś jeszcze. Opuszczone domki, które to właśnie postanowiliśmy odwiedzić.

opuszczone domki punkt widokowy
Widok na opuszczony hotel w Laem Thian

Wycieczka na opuszczone domki.

Sobotnim rankiem po wciągnięciu śniadania i obowiązkowej kawy, ruszyliśmy na eksplorację tych nieodkrytych dla nas zakamarków wyspy. Z opisów i relacji, które udało mi się zdobyć, dojście powinno być w miarę proste i nie powinno zająć więcej niż 2 godziny. Korzystając z niewątpliwej przewagi dużego motoru nad skuterem, wjechaliśmy w głąb dżungli jak najdalej się tylko dało. Uzbrojeni w wodę, wygodne buty oraz aparat, ruszyliśmy dalej pieszo. Ścieżka z początku była szeroka i wygodna, nawet miejscami wybetonowana. Wkrótce jednak przerodziła się w pozostałości rwącego potoku powycinane w gliniastym podłożu. Dobrze, że tym razem mamy jednak wygodne buty, a nie Crocsy… Jednak w pewnym momencie droga zupełnie przestała zasługiwać na miano jakiejkolwiek „ścieżki” i przerodziła się po prostu w wyschnięte koryto okresowej rzeki. I tu właśnie popełniliśmy błąd, który to kosztował nas wiele wysiłku, potu, a nawet i krwi.

Zasugerowani pozostałością rzeki, dziarsko ruszyliśmy jej dnem licząc, że do celu mamy nie więcej niż 20-25 minut spokojnego marszu. Jednak im niżej schodziliśmy, tym droga stawał się coraz bardziej wymagająca, a miejscami i realnie niebezpieczna. Zdaje się jednak, że zupełnie zapomniałem o słowach Sun Tzu mówiących, że „kiedy wróg ma przewagę, należy się wycofać”. Brnęliśmy więc coraz dalej, ale i coraz bardziej zbliżaliśmy się do wody, a tym samym do celu. Tak przynajmniej nam się wtedy wydawało…

Zobacz też:  TAJLANDIA: skąd ruch lewostronny i co z tymi wypadkami?
opuszczone domki i hotel koh tao plaża
Chyba u celu!

U celu, ale nie do końca…

Szczerze mówiąc nie wiem ile trwała nasza walka z wielkimi głazami, zwisającymi zewsząd gałęziami i zatęchłymi mokradłami, ale w końcu dotarliśmy do celu! Do celu, który okazał się nie być naszym celem, ani odrobinę. Faktycznie była tam mała przytulna plaża oraz czysta i ciepła woda, ale za cholery nie była to zatoka Laem Thian!

Szybka orientacja w terenie utwierdziła nas, że plaża na której wylądowaliśmy to Mao Bay, a ta zaś jest oddalona o kilkaset metrów na północ od naszego celu. Problemem jednak nie był dystans, a dzieląca nas góra. Rozwiązania były dwa i niestety oba średnie. Albo wracamy drogą, którą przyszliśmy, albo próbujemy przebić się do „naszej” zatoki przez wielkie, przybrzeżne głazy.

Obie opcje szybko spotkały się z dezaprobatą, jak tylko Lepsza usłyszała jaki ma wybór:

– rób co chcesz, ale nie ma takiej możliwości, abym wróciła tą samą drogą!
– ale…
– I chyba nie wyobrażasz sobie również, że będę właziła na te wielkie kamienie?
– a chcesz tu zostać, jak ten z Cast Away?
– nie, bo urządzę się tu jak ci z Lostów.

opuszczone domki i hotel koh tao ocean
Oto nasza droga na opuszczone domki

Wycieczka przez głazy.

Koniec, końców zgodziła się na wspinaczkę po wielkich głazach. A więc ruszyliśmy. Skakanie z kamienia na kamień początkowo było nawet i zabawne. Niestety im dalej szliśmy tym przeszkody stawały się poważniejsze, a my czuliśmy się coraz bardziej jak bohaterowie filmu King Size. Upał stawał się coraz bardziej uciążliwy, zapas wody kurczył się zdecydowanie za szybko, a droga w magiczny sposób wydłużała i z każdym kolejnym kamieniem robiła coraz bardziej wymagająca.

– nie idę dalej!
– jak to nie idziesz? A co chcesz zrobić?
– N I E I D Ę. Przeliterować? – tupnęła nogą, aż kamień na którym staliśmy się zakołysał
– to chcesz wracać teraz całą tę drogę przez krzaki i ciernie? I to jeszcze pod górę?
– o nie kochany… mam lepszy pomysł. Ty wymyśliłeś to ty teraz weźmiesz wszystkie rzeczy, a ja wskoczę sobie do wody i te kilkaset metrów przepłynę.
– yyy….
– czekam na ciebie na miejscu. pa!

Jak pomyślała tak zrobiła, a ja zostałem z całym majdanem i kolejnym wielkim głazem do przejścia. W końcu jednak po długiej i nierównej walce, jakimś cudem udało mi się znaleźć drogę przez ten labirynt i dotarłem do celu. Oto i jest zatoka Laem Thian, a na niej opuszczony resort.

Zobacz też:  Międzyrzecki Rejon Umocniony - mieli rozmach...
opuszczone domki i hotel laem thian
Oto hotel i opuszczone domki
opuszczone domki hotel wyspa koh tao
Całkiem zacny widok

Laem Thian – opuszczone domki i hotel przy plaży.

Resort w Laem Thian wybudowano w 1995 roku i miał się całkiem dobrze przez 15 lat. Niestety droga, która prowadziła do resortu była wielokrotnie uszkadzana przez spływające z gór masy wody. Jeden z takich opadów okazał się tragiczny w skutkach dla owej drogi, gdyż jej część przestała praktycznie istnieć. Wraz z drogą została zerwana linia doprowadzająca wodę do obiektu, a bez niej prowadzenie resortu stało się niemożliwe. Właściciel w 2010 roku zdecydował się „czasowo” zawiesić działanie obiektu, jednak jak czas pokazał nikt już do tego miejsca nie wrócił. Dziś wszystko stoi opuszczone i zdewastowane, bo przecież jak coś jest niczyje to obowiązkowo trzeba to zniszczyć.

opuszczone domki i hotel tajlandia
Kiedyś ten pokój musiał cieszyć się dużym powodzeniem…
opuszczone domki i hotel tajlandia urbex
Pokoje, dziś już opuszczone.
opuszczone domki resort laem thian
Pozostałości biurowe – opuszczone wnętrza hotelu
opuszczone domki zatoka laem thian
hmmm…

Budynek stoi opuszczony, jednak nie zmienia to faktu, że miejsce jest wyjątkowo urocze. Dzień spędzony w tym miejscu z dala od natłoku turystów, to więcej niż dobry plan. O ile znajdziecie drogę…

Żeby nie było tak kolorowo to wycieczka na opuszczone domki przyniosła też straty:

  1. dziurawa koszulka
  2. podarte spodnie
  3. stłuczone kolano
  4. liczne rany cięte i kłute
  5. Cholerne zakwasy, ale o nich mieliśmy się dowiedzieć dopiero dnia następnego…
opuszczone domki hotel koh tao
Kuchnia już chyba nieczynna….
opuszczone domki tajlandia
Otoczenie całkiem ładne

#StanNieustalony

Powyższy tekst i zdjęcia są częścią projektu #StanNieustalony, w którym to zwiedzam ciekawe opuszczone miejsca, aby uwiecznić je na zdjęciach.

 

Skuter bez prawa jazdy?