Cztery Kilo Obywatela Mniej
MRU, czyli Międzyrzecki Rejon Umocniony – mieli rozmach…
4.9 Głosy: 23

MRU, czyli Międzyrzecki Rejon Umocniony to pasmo fortyfikacji w rejonie Międzyrzecza. Jednak jak to się wszystko zaczęło? A więc, są lata 30 XX wieku. Niemcy właśnie stwierdzili, że podpisany Traktat Wersalski można już sobie wsadzić głęboko w dupę i zaczynają przygotowania do kolejnego europejskiego tournée. Fabryki przestawiają się na produkcję militarną, a na architektonicznych sztalugach pojawiają się częściej plany bunkrów, niż domów. Takie też bunkry zaczęły powstawać w okolicach Międzyrzecza, aktualnie w województwie Lubuskim. Linia ta otrzymała nazwę Festungsfront im Oder-Warthe Bogen i oficjalnie miała zabezpieczać wschodnią granicę Niemiec przed niespodziewanym napadem ze strony dzikich hord Polaków… Trzeba przyznać, że nasi zachodni sąsiedzi byli i są cholernie konsekwentni w obarczaniu innych winą za wszelkie swoje ‚krzywdy’.

Międzyrzecki rejon umocniony mru bunkry nietoperek polska podziemia
Międzyrzecki Rejon Umocniony – lokalizacja.

MRU, czyli Międzyrzecki Rejon Umocniony

Tak więc powstało MRU, czyli Międzyrzecki Rejon Umocniony. Niezliczone tony betonu i stali. Pancerne kopuły o grubości 30cm, czy też żelbetowe 1,5 metrowe ściany – to wszystko miało zabezpieczyć Trzecią Rzeszę od niespodziewanej wizyty ze wschodu. Chodniki poprowadzone na głębokości 30 metrów pod powierzchnią ziemi i o łącznej długości ok. 30km. Same liczby robią kolosalne wrażenie. I pomyśleć, że tak gigantyczna inwestycja powstała ponad 70 lat temu i do dziś ściska za gardło, podczas gdy u nas ogłasza się wielkim sukcesem wybudowanie 2 km autostrady

międzyrzecki rejon umocniony mru bunkry nietoperek niemcy podziemia
Wystające kopuły | Międzyrzecki Rejon Umocniony

Pierwszy raz w MRU.

Pierwszy raz w tych ciemnych podziemiach byłem w roku 1997. Od tego czasu zmieniło się bardzo dużo. Wtedy zdobycie jakichkolwiek informacji, czy planów było trudne. Internet jeszcze nie istniał… Nie było też GPSów. Musiała wystarczać mapa, kompas i dobre buty. Jedyne co się nie zmieniło to dreszcz jaki przechodzi mi po plecach, gdy czuję ten specyficzny zapach. Dotykając zardzewiałych drzwi, chodząc po opuszczonych i wilgotnych chodnikach chłonę historię jakiej nie poczujecie z żadnej książki.

Oczyma wyobraźni widzę biegnącego po tych chodnikach przerażonego szeregowego, którego ktoś postawił z tej strony barykady wmawiając, że robi dobrze. Wolałby teraz pić piwo i podrywać niemieckie dziewczęta. Dobra, może jednak pić piwo i podrywać piękne polskie dziewczęta. Z drugiej jednak strony pisząc list do rodziny cieszy się, że nie wylądował pod Stalingradem… Za kilka dni i tak zginie od przypadkowej eksplozji.

Prawdopodobnie nic takiego nie miało miejsca, jednak idąc podziemnymi chodnikami słyszę stukot podkutych butów. Może to tylko echo, a może oni nadal tu są…

🔻🔻🔻 Czytaj dalej…