środa, Wrzesień 20Cztery Kilo Obywatela Mniej - felietony o życiu

TAJLANDIA: Jak zdobyć amerykańską wizę w Bangkoku?

TAJLANDIA: Jak zdobyć amerykańską wizę w Bangkoku?
5 Głosy: 5

Kilka tygodni temu na małej tajskiej wyspie rozpoczęliśmy naszą wielką wycieczkę, która zawiedzie nas na drugą stronę globu. Po drodze udowodnimy, że Polska jest piękna, a Ameryka jest bliżej niż się wydaje. Do tego jednak potrzebna jest amerykańska wiza – demoniczny dokument o którym krążą niesamowite legendy. Czy na prawdę jest tak ciężko uzyskać pozwolenie na wjazd do USA?

Co to takiego ta wiza?

Słownikowa definicja brzmi:Wiza (z fr. visa) – pisemne zezwolenie na przekroczenie granicy lub pobyt na terenie obcego państwa wystawiane cudzoziemcom przez przedstawicielstwa dyplomatyczne lub konsularne (konsulaty) tegoż państwa.”

To już wiemy, ale dlaczego tylko te stany są takie złe, że nie chcą nas wpuszczać na gębę? Tylko stany? Zgodnie z informacją konsularną na stronie MSZ [http://www.msz.gov.pl/pl/informacje_konsularne/wizy], aż 89 państw wymaga od nas pozwolenia na wjazd. Nawet Białoruś, nasz sąsiad nie chce nas wpuszczać bez wizy.

Amerykańska Wiza – jest rok 2017.

Jeszcze kilkanaście lat temu amerykańska wiza była niczym święty Graal. Ktoś słyszał, że ktoś dostał. Faktycznie odsetek odmów był rekordowo wysoki, jednak winni byli nasi rodacy. Jak śpiewał Kazik i El Dupa:

„Greenpoint, Greenpoint jest wielki na wieki. Największa atrakcja światowej turystyki.
Turyści tu spędzają przeciętnie osiem lat. Mimo, że jeszcze gdzieś indziej jest piękny świat”.
[Natalia w Brooklynie]

Wieloletnia, nielegalna praca na wizach turystycznych musiała skutkować zaostrzeniem prawa imigracyjnego. Każdy kolejny prezydent USA obiecywał zniesienie wiz dla Polaków, ale słowa nie dotrzymywał. My obrażeni wierzyliśmy kolejnemu prezydentowi w kolejne obietnice zapominając (a może nie wiedząc), że sprawy wizowe nie leżą w jego kompetencji…

Mamy rok 2017 i już chyba nikt nie wyobraża sobie ucieczki do stanów, aby zrywać azbest. Jednak nadal mity o amerykańskiej wizie są żywe. Tanie bilety podgrzewają nasze marzenia o amerykańskiej przygodzie, gdyby tylko nie ta cholerna wiza

Jak zdobyć wizę do stanów bez zawału serca?

Cała aplikacja o amerykańską wizę jest stosunkowo prosta i w całości do wykonania przez internet. Po pierwsze to musisz wybrać miejsce, gdzie o tę wizę chcesz aplikować. Oczywiście w tej chwili bardziej obeznani w temacie powiedzą, że w Polsce można tylko w Krakowie lub Warszawie i jest to zależne od miejsca zamieszkania. Nie do końca jest to prawda, gdyż można umówić się na rozmowę w dowolnym konsulacie na świecie – co dla mnie było nowością. Szybkie sprawdzenie i okazuje się, że w Polsce na rozmowę trzeba czekać 2-3 tygodnie, podczas gdy w Bangkoku jest to jeden dzień roboczy!

Zacznijmy więc ubiegać się o wizę do USA!

  1. Zacznij od zdjęcia. Na tej stronie sprawdzisz, czy zdjęcie spełnia wymagania. Pamiętaj, że wniosek może być odrzucony przez nieodpowiednie zdjęcie!  https://travel.state.gov/content/visas/en/general/photos.html
    ambasada amerykanska wiza do stanow 2017 rozmowa imigracyjna
    Wiza USA – sprawdź swoje zdjęcie.

     

  2. Wypełnij aplikację DS-160 odpowiadając uczciwie na wszystkie pytania – „czy masz zamiar popełnić przestępstwo na terenie USA?” https://ceac.state.gov/genniv/
    wiza do stanów usa ambasada DS 160 aplikacja
    wiza do stanów usa ambasada DS 160 aplikacja

     

  3. Opłać wniosek o wizę (160 $). Opłata jest za rozpatrzenie wniosku, a nie za wizę! Jeżeli wniosek zostanie odrzucony, to opłata nie zostanie zwrócona. Pamiętaj, aby wpłacić na konto konkretnego konsulatu. Jeżeli ubiegasz się o wizę np. w Bangkoku to nie płacisz na konto konsulatu w Polsce. To chyba logiczne…?
  4. Umów rozmowę z oficerem imigracyjnym.

Ale po co chcesz jechać do stanów?

Przed godziną ósmą rano jestem już pod konsulatem. Pierwsza kontrola, czy jestem na liście „gości”. Następnie wszystko co mam zostaje w depozycie. Jedynie paszport, wniosek oraz portfel mogę ze sobą zabrać. Wykrywacz metali oraz kontrola osobista. Gorzej niż na lotnisku… Z plakietką gościa czekam na swoją kolej. Pierwsze okienko i sprawdzenie dokumentów oraz wydanie numeru przewozowego przesyłki. Nie ma możliwości odebrania paszportu w konsulacie, wszystkie dokumenty są wysyłane pocztą. Drugie okienko i ponowne sprawdzenie dokumentów. Tym razem pani kwestionuje moje zdjęcie! Nie jestem na nim podobny do siebie… Na całe szczęście na terenie ambasady można zrobić zdjęcia za skromną opłatą 150 baht (~16 zł).

Trzecie okienko to już najprawdziwszy amerykański obywatel w roli oficera imigracyjnego. To właśnie ten moment zadecyduje, czy będę mógł wjechać na teren Stanów Zjednoczonych Ameryki. Krótkie kurtuazyjne przywitanie i zaczyna się kanonada pytań. A gdzie jadę? A po co? A z kim? W pewnym momencie kartkując mój paszport, zatrzymuje się na starej wizie do Rosji. Patrzy na mnie, ponownie na paszport po czym rzuca krótkie: „proszę chwilę poczekać” i wychodzi. Chyba jednak nie polecę… Zastanawiam się czy uda się odsprzedać mój, już opłacony bilet lotniczy, gdy wraca i kontynuuje ostrzał pytaniami. To leci pan z partnerką? A czy ona ma już wizę? Ma. A to proszę jej imię, nazwisko i datę urodzenia. Dobrze. Od kiedy się znacie? Kiedy i ile razy była w USA? Dokąd leciała?

Pytań nie ma końca, a ja czuję jak ścieżka potu znaczy malowniczy szlak na mojej koszuli. Kątem oka widzę, że w okienkach obok wszyscy odchodzą uśmiechnięci po kilku minutach, podczas gdy moje przesłuchanie nadal trwa. Gdzie pan chce pojechać w USA? Czy ma pan znajomych amerykanów? Kto może potwierdzić pana tożsamość? Co pan robi w Tajlandii? Ile pan zarabia? Gdzie pracuje? Co będzie robił po powrocie z USA? W jakim hotelu się zatrzymacie? Kilkakrotnie powtarza pytania, chyba aby przyłapać mnie na kłamstwie. Staram się być wyluzowany, ale jednak denerwuję się jak podczas pierwszej spowiedzi. W końcu uśmiecha się i wypowiada sakramentalne – ma pan wizę.

Wychodzę na duszną ulicę, która wydaje się chłodniejsza niż to surowe, klimatyzowane wnętrze konsulatu. A więc wpuszczą mnie do Stanów i nie było wcale tak strasznie. Po kilku dniach odbieram paszport z nowiutką wizą, która upoważnia mnie do wjazdu na teren USA przez najbliższe 10 lat! Gdyby tak Tajlandia wystawiała takie wizy…

4kilo.pl
4kg
        
4kilo.pl
Żadnej Viagry, ani innych głupot. Raz w miesiącu dostaniesz majla z podsumowaniem naszych tekstów.
Przeczytaj inne:
koh lanta porady podróżnicze blog Tajlandia wycieczka nurkowanie
KOH LANTA: o tym jak prawie kupiłem słonia.

Po przyjemnym Phuket oraz zatłoczonym Koh Phi Phi, wylądowaliśmy na kolejnej wyspie. Tym razem Koh Lanta. Tu jest inaczej, jakby spokojniej i wolniej. Mniej półnagich turystów, mniej głośnych barów. Czas tu...

Zamknij