Cztery Kilo Obywatela Mniej
Opuszczony pałac myśliwski i jego makabryczne piwnice!
5 Głosy: 5

Opuszczony pałac to nic szczególnego, zwłaszcza na Dolnym Śląsku. Wszelkiej maści dworów, pałacyków, zamków było i nadal jest tu bardzo dużo. Faktem jest, że zazwyczaj są w stanie daleko posuniętego rozkładu, który czasem dodaje fotograficznego uroku. Jednak zazwyczaj oznacza jedno – kto miał zarobić, to zarobił i teraz już może się walić. Jest jednak takie miejsce, które nie zostało jeszcze do końca zapomniane i chociaż stoi opuszczone, świadczy o rozmachu pierwszych właścicieli. Dziś zabieram was w podróż do czasów, kiedy to przepych, ekstrawagancja i szeroko pojęta fantazja, charakteryzowała właścicieli ziemskich. Gotowi? To „jadziem”!

Opuszczony pałac myśliwski – początki.

Zaraz za granicą województwa dolnośląskiego, a już w Wielkopolsce, położona jest mała miejscowość o wdzięcznej nazwie „Moja Wola”. To właśnie tutaj znajduje się opuszczony pałac myśliwski. Mała wioska, która wcześniej zwana była Suschenhammer, czy też po naszemu Kuźnica Sośniewska, a zmiana nazwy jest bezpośrednio związana z pałacem i jego właścicielem, ale o tym za chwilę. Kim był majętny pan, który mógł sobie pozwolić na postawienie pałacu na cele imprezowe? Proszę poznajcie – oto książę Wilhelm pochodzący z dynastii Welfów, książę Brunszwiku-Lüneburga oraz Oleśnicy.

pałac myśliwski w mojej woli
Pałac myśliwski w Mojej Woli, fot. polska-org.pl

A co mógł robić bogaty facet w XIX wieku? Wydawać kasę, pić, organizować imprezy i oczywiście wdawać się w każdą, mniej lub bardziej sensowną wojnę. Nasz bohater nie odstawał od tych standardów i używał życia ile mógł.

Opuszczony pałac myśliwski – budowa.

Wróćmy jednak do pałacu i jego początków. Książę pomyślał, że posiadanie imprezowej chatki będzie strzałem w dziesiątkę i z tym się trzeba zgodzić. Któż nie lubi robić imprez na działce? Z tym, że Wilhelm swoją działkę liczył w tysiącach hektarów… Wezwał do siebie mądre głowy i nakazał zbudowanie pałacu, w którym mógłby urządzać imprezy oraz polowania. Mądre głowy znalazły odpowiednie miejsce, zaprojektowały budynek i zakomunikowały, że plan wykonany. Nic tylko budować.

Jednak Książę miał inną wizję. Pewnego dżdżystego popołudnia przejeżdżając przez swoje włości, nudząc się i popijając wino, wskazał krzywym palcem i zapytał: 

– a tam co jest?
– tam?
– no tam gdzie wskazuję moim krzywym palcem!
– Panie, tam jest wiocha o nazwie Suschenhammer
– dobra. To tu postawcie ten mój imprezowy pałacyk!
– ale… projektant już wybrał inne miejsce…
– ale ma być tu! Taka jest Moja Wola! aaa… i zmienicie nazwę tej wiochy, przecież tego sush… nie da się wymówić!

I w taki to sposób zaczęto budować pałac w miejscowości, którą od tego dnia nazywano Moja Wola. A jak budowano? Tak, jak dziś wszelkie inwestycje finansowane ze środków europejskich – na bogato! Sufity z mahoniu, sala bilardowa, piękne pokoje gościnne – to wszystko miało zapewnić odpowiednią oprawę wielkich polowań i pijackich imprez.

Opuszczony pałac myśliwski – czasy późniejsze.

Około roku 1886 baron Daniel von Diergerdt odkupił pałac od pierwotnych właścicieli i rozbudował go jeszcze bardziej! Powstała wieża widokowa, a żeby przepalić jeszcze więcej środków i jednocześnie dopieścić „fejm”, sprowadzono z Portugalii korę dębu korkowego, z którego wykonano elewację całego budynku! Tym samym pałac stał się fenomenem na skalę całej Europy, a może i świata.

Zobacz też:  Opuszczona koparka - gigantyczne monstrum!

Wojenna zawierucha oszczędziła budynek, który nie został uszkodzony, jednak swój udział w II Wojnie Światowej miał. Otóż po rodzinie von Diergedt, włości odziedziczyła Brygida von Klitzing, której mąż, jak na „porządnego” Niemca przystało prowadził działalność faszystowską. Jakby tego było mało, to w czasie niemieckiej okupacji stworzono tu obóz jeniecki.

Pałac myśliwski w Mojej Woli – jak jest dziś?

Pałac przechodził przez ręce kilku właścicieli, aż dotarł do czasów PRLu, gdzie wszystko co z koroną było złe i potępiane. Burżujski pałac nie mógł być wyjątkiem, więc go znacjonalizowano i utworzono Technikum Leśne. Chyba tylko to uchroniło obiekt przed dewastacją i w jako takim stanie dotrwał do XXI wieku. Dziś opuszczony pałac jest w rękach prywatnych, które niewiele robią, a budynek powoli niszczeje. Nie pomaga wpis do rejestru zabytków, który poza sympatyczną tabliczką nie przyniósł niczego dobrego. Na całe szczęście pałac nie jest obojętny okolicznym mieszkańcom i miłośnikom, którzy utworzyli pozarządową organizację chroniącą pałac w Mojej Woli: https://facebook.com/ratujmymojawole.

Opuszczony pałac – a co z tymi piwnicami?

Pałac jest podpiwniczony, a jego zakamarki świetnie nadają się do nakręcenia kolejnej części Piły, czy też czegoś w tym rodzaju. Nie trzeba nawet żadnej scenografii! Wystarczy postawić kamerę i… akcja!

Zobacz całą galerię zdjęć z opuszczonego pałacu [DUŻO ZDJĘĆ]:

opuszczony-pałac-moja-wola

#StanNieustalony

Powyższy tekst i zdjęcia są częścią projektu #StanNieustalony, w którym to zwiedzam ciekawe opuszczone miejsca, aby uwiecznić je na zdjęciach.

Źródła: zabytek.pl, zabytki.org, mojawola.com.pl, barycz.pl, wikipedia.org, polska-org.pl, Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków w Poznaniu