środa, Listopad 22Cztery Kilo Obywatela Mniej - felietony o życiu

Zróbmy sobie drogę.

Zróbmy sobie drogę.
3 Głosy: 1

Wyobraźmy sobie, że nie mamy dróg. To akurat powinno być łatwe, gdyż w Polsce to nie jest tylko i wyłącznie sfera teoretycznych dywagacji. Umówmy się, że faktycznie autostrad mamy tyle, ile jest warstwy rytmicznej w „twórczości” Gangu Albanii – niewiele. Jednak co by było gdyby w ciągu kilku dni zniknęły wszystkie drogi, które są ci niezbędne do życia? Jedziesz do pracy swoją Kia Ceed w kredycie 50/50? Zapomnij! Zamówiłeś wielką, ociekającą serem i cholesterolem pizze? Niestety dostawa utknęła na pierwszej błotnej kałuży, niczym Niemcy pod Leningradem. Życie codzienne nie byłoby możliwe bez dróg, nawet tych dziurawych.

Wymieńmy sobie drogi.

Na naszej słodkiej wyspie postanowiono wymienić wszystkie drogi na nowe. Mówię wszystkie bo mamy tu właściwie jedną drogę, która łączy oba końce wyspy. Przyjąłem to z mieszanymi uczuciami. Jak już wcześniej wspominałem, posiadam dumny tytuł inżyniera, a moją specjalizacją jest budowa dróg i mostów. Będzie więc okazja podpatrzeć tutejsze metody, a może i nauczyć się czegoś nowego. Z drugiej strony jestem w Tajlandii, a więc mogę dać sobie uciąć rękę, że wszystkie rozwiązania będą zdecydowanie „oryginalne„. Nie zawiodłem się…

Co robi typowy Polak na urlopie? Wiadomo – remont. A od czego zaczyna się taki remoncik? Od maksymalnie skondensowanego bałaganu i rozpoczęcia prac na wszystkich frontach naraz. Bo przecież prawdziwy facet czuje się mężczyzną, gdy stoi z wałkiem w jednej ręce, młotkiem w drugiej i otwartym piwem na stole. Jeżeli na dodatek małżonka trzaskając drzwiami informuje, że ten urlop spędzi u Mamusi, wtedy dopiero czuć testosteron w powietrzu. Czy może tylko ja tak mam…?

Pogoda nigdy nie jest przeszkodą.

Wróćmy jednak do naszej drogi. Rozpoczęto prace wyprowadzając w teren ciężki sprzęt, którego zadaniem było rozpieprzenie w drobny mak starej drogi. Zgodnie z przywołaną wyżej zasadą „polskiego remontu”, rozpierdzielono całą drogę naraz… Trwało to blisko trzy tygodnie. Gdy prace były prowadzone na końcu, to na początku drogi nikt już nie pamiętał co właściwie się tu stało, że tej drogi nie ma. Jazda po tych koleinach dzieliła się na dwie opcje: na sucho lub na mokro. Na sucho było właściwie i nawet lekko romantycznie. Ja pędzący na stalowym rumaku w wielkim tumanie kurzu z zachodzącym słońcem w tle… Jedyną drzazgą w tym obrazie jest kilkadziesiąt innych motorów, kilkanaście samochodów, kilka rowerów i pieszych, próbujących jednocześnie przebić się przez tę ścianę pyłu.

Droga bez drogi
Droga bez drogi

Za to na mokro było bardziej sportowo. Kolejnym przebłyskiem geniuszu tajskich inżynierów i planistów, było rozpoczęcie prac w porze deszczowej. Myślę, że to jest jakaś zawodowa skaza, niezależna od szerokości geograficznej. Kiedy najlepiej łata się dziury w polskich drogach? Kiedy są skute lodem. Proste.

Nie pada codziennie, ale czasem jak dowali to wrocławska powódź z 1997 roku to przy tym igraszka. Cały pył zmienia się w błoto płynące strumieniami, które wycinają coraz większe koleiny. Jestem pewien, że cały Falubaz razem wzięty nie poradziłby sobie w tych warunkach lepiej ode mnie. W klapkach, w rozwianej koszuli, z deszczem zacinającym prosto w oczy i z Lepszą Połową za plecami.

Troszkę pada...
Troszkę pada…

Koniec pracy?

Doszło w końcu do chwalebnego dnia, gdy destrukcja została zakończona, a rozpoczęła się budowa nowej drogi. Jadąc rano obserwuję leniwie ruszających się robotników i robię w głowie szybką kalkulację. Warstwa ulepszonego podłoża, podbudowa dolna i górna, warstwa wiążąca i w końcu warstwa ścieralna, do tego melioracja i niwelety. No to trochę im zejdzie… Jakież jest moje zdziwienie, gdy wracając wczesnym popołudniem widzę… gotowy odcinek drogi! Chwilunia… Przecież to jest niemożliwe technologicznie! Chyba, że porwało mnie ufo i nie było mnie przez dobry tydzień. Szybkie dochodzenie odkrywa prawdę i tajemną tajską technologię, którą roboczo nazwałem „nie pierdolimy się w tańcu”.

Nowa droga
Nowa droga

Ulepszanie podłoża? Podbudowa? Jakieś tam warstwy? To wszystko nieważne. Wystarczy jako-tako uklepać, rzucić trochę stalowych prętów jako zbrojenie, a następnie całość obficie zalać betonem. Pamiętam jak dziś pytanie z kolokwium: „opisz technologię wykonywania nawierzchni z betonu wałowanego”. Pamiętam też, że w Polsce pierwszy doświadczalny odcinek w tej technologii wykonano w 2010 roku, a pierwszy 70 metrowy odcinek drogi publicznej dopiero w 2013 roku. Podczas, gdy polscy inżynierowie pod krawatami rozpuszczają się nad „nową” technologią, tu bosy Taj z papierosem w ustach robi takie drogi na kilometry.

Nowa droga
Nowa droga

Zróbmy sobie drogę.

4kilo.pl
4kg
        
4kilo.pl
Żadnej Viagry, ani innych głupot. Raz w miesiącu dostaniesz majla z podsumowaniem naszych tekstów.
4kilo.pl
Ebook 4 Kilo
Ebook 4 Kilo
Przeczytaj inne:
ko phi phi tajlandia phuket krabi ao nang ko lanta wycieczka
KOH PHI PHI: raj, który przegrał z pieniądzem

Romantyczna mała wyspa, na której nie ma dróg, ani samochodów. Wszędzie chodzisz pieszo ciesząc się rajskimi i czystymi plażami. Tak sobie wyobrażasz swój pobyt na Koh Phi Phi. Niestety tak...

Zamknij