Cztery Kilo Obywatela Mniej
Nienawidzę cię Polsko, na to nic nie poradzę
4.1 Głosy: 15

Metafizyka, filozofia, ontologiczna przyczynowość, rozmyślania Kartezjusza, czy religijne kadzenia to wszystko jest dla mnie jak malowane wrota, a ja niczym sympatyczne ciele. Patrzę się z dużym zaciekawieniem i jeszcze większym niezrozumieniem. Wszystko w co wierzę i wszystko pod czym złożyłbym deklarację „na pewno” musi dać się zapisać matematycznie. Jeżeli coś nie znajduje wspólnego języka z Królową Nauk, to po prostu nie istnieje… Drogi czytelniku musisz sobie wyobrazić jak dużym obciążeniem dla mojego porządku świata jest to co dziś się wydarzyło, a co właśnie chciałbym Ci zreferować.

Przypadków nie ma; to, co jawi się nam jako ślepy traf, pochodzi właśnie z najgłębszych źródeł.

– Fryderyk Schiller

Ostatnie kilka dni spędziliśmy w Penang w Malezji. Nastąpił jednak nieubłagany moment powrotu na „naszą” wyspę. I tu się zaczyna cały ciąg przypadków, który doprowadził nas do zaskakującego finału.

Nienawidzę cię Polsko!

PRZYPADEK 1: Zupełnie spontanicznie zmieniamy środek transportu i małym busikiem przekraczamy granicę Tajsko-Malezyjską.

nienawidzę cię polsko azja tajlandia transport wyjazd
Miniwan | nienawidzę cię Polsko

PRZYPADEK 2: W miejscowości Hat Yai okazuje się, że nie ma biletów na nocny pociąg, ale są na zwykły i ślamazarny. To prowadzi nas do kolejnej zmiany planu. Nie zdążymy na prom w Surat Thani, więc jako stację docelową wybieramy oddalone o kolejne 170km Chumphon.

nienawidzę cię polsko azja tajlandia transport pociag
Tajski pociąg | nienawidzę cię Polsko

PRZYPADEK 3: Pociąg się spóźnia, a nocny prom jest już dawno w swojej drodze na koh Tao. W tanim, ale przyzwoitym hoteliku padamy na twarz po 16 godzinnej podróży.

Nienawidzę cię Polsko – tajemnicza koszulka.

PRZYPADEK 4: W czasie szwendania i poszukiwania jakiegokolwiek jedzenia bez ryżu (czasem po prostu masz już dość tajszczyzny), trafiamy na wieczorną wyprzedaż ciuchów w jednym ze sklepów. Niczym wściekłe krety kopiemy w wielkiej górze t-shirtów po 79 bathów. Nagle pośród koszulek ze śmiesznymi nadrukami, rockowymi kapelami i tajskimi widokami, wychodzi ta jedna jedyna, od której uginają mi się nogi. Szybko czytam napis. Czytam jeszcze raz. Oglądam się wokół szukając jakichkolwiek oznak, że jestem w ukrytej kamerze. Nic jednak nie wskazuje na to, abym stał się ofiarą okrutnego żartu. Jak więc TA właśnie koszulka trafiła w moje ręce? Może jest ich więcej?

🔻🔻🔻 Czytaj dalej…