Cztery Kilo Obywatela Mniej
Najgłupsza rzeka świata – visa run do Birmy.
4.2 Głosy: 15

Jest dziewiąta wieczorem. Wielkie i ciężkie cielsko nocnego promu odbija od brzegu. Właśnie wyruszamy w najgłupszą podróż. Najbliższe 20 godzin upłynie na leżeniu na promie, siedzeniu w busie oraz staniu w kolejce na granicy. Wszystko to tylko i wyłącznie dla małej pieczątki pozwalającej na kolejne dwa miesiące legalnego pobytu. Mamy wizę 6-miesięczną, ale przebywać na terenie Tajlandii możemy maksymalnie 60 dni. Po każdym takim okresie musimy opuścić teren Królestwa, choćby na 5 minut. Bez sensu? Tylko pozornie.

rzeka tajlandia birma wiza granica
Nocny prom.

Prom dopływa do Chumpon i trzeba przesiąść się do ciasnego busa. Obserwuję moich towarzyszy niedoli – trójka Chińczyków, Angole, Amerykanie. Łącznie 10 osób wyrwanych z codziennego życia, aby pokłonić się władzy. Do granicy z Birmą mamy około dwie godziny jazdy. Kierowca stara się dbać o swoich klientów i puszcza na samochodowym telewizorku jakiś amerykański hit sprzed kilku lat. Jedyną wadą jest tajski lektor i brak jakichkolwiek innych napisów. Nie mając za dużo do roboty, oglądam dzieło z Hollywood’u starając się odpędzić od siebie natrętną myśl: co ja tu kurwa robię…

Rzeka – Granica.

Jesteśmy na miejscu. Kierowca prowadzi nas jak po sznurku przez kolejne obowiązkowe punkty wycieczki. Tu zrobić ksero paszportu, tu wypełnić kartę imigracyjną, a tu stanąć w kolejce i czekać. W międzyczasie sprawdza kto jaką ma wizę i jaki paszport oraz informuje każdego z osobna jakie problemy go czekają. Jaką masz wizę? – pyta i mnie. Zagląda w paszport i wyrokuje – no problem. Mam szczęście, bo teraz uwzięli się na work permity. Dwa miesiące wcześniej nie obyłoby się bez łapówki. Towarzysze niedoli z wizą non-imigrant mają powiedziane wprost – 1000 THB, aby naoliwić maszynę, albo granicy nie przekroczycie.

rzeka tajlandia birma wiza granica tajska
Tajska granica.

Przychodzi moja kolej. Zdjąć czapkę! Patrzeć w kamerę! Następny!

To jednak raptem „mniejsza połowa”, gdyż dopiero opuściłem Tajlandię i znajduję się teraz na ziemi niczyjej. Kiedy już wszyscy z naszego „turnusu” przeszli przez odprawę, jesteśmy kierowani do jednej z wielu łodzi. Po chwili pojawia się nasz Charon. Odpala silnik od kosiarki i przewozi nas na drugą stronę tego brudnego Styksu. Po kilkunastu minutach docieramy do posterunku na granicy Birmy. Zaczęło lać.

🔻🔻🔻 Czytaj dalej…