środa, Listopad 22Cztery Kilo Obywatela Mniej - felietony o życiu

Najgłupsza rzeka świata

Najgłupsza rzeka świata
2.8 Głosy: 5

Jest dziewiąta wieczorem. Wielkie i ciężkie cielsko nocnego promu odbija od brzegu. Właśnie wyruszamy w najgłupszą podróż. Najbliższe 20 godzin upłynie na leżeniu na promie, siedzeniu w busie oraz staniu w kolejce na granicy. Wszystko to tylko i wyłącznie dla małej pieczątki pozwalającej na kolejne dwa miesiące legalnego pobytu. Mamy wizę 6-miesięczną, ale przebywać na terenie Tajlandii możemy maksymalnie 60 dni. Po każdym takim okresie musimy opuścić teren Królestwa, choćby na 5 minut. Bez sensu? Tylko pozornie.

Nocny prom do Chumpon
Nocny prom do Chumpon

Prom dopływa do Chumpon i trzeba przesiąść się do ciasnego busa. Obserwuję moich towarzyszy niedoli – trójka Chińczyków, Angole, Amerykanie. Łącznie 10 osób wyrwanych z codziennego życia, aby pokłonić się władzy. Do granicy z Birmą mamy około dwie godziny jazdy. Kierowca stara się dbać o swoich klientów i puszcza na samochodowym telewizorku jakiś amerykański hit sprzed kilku lat. Jedyną wadą jest tajski lektor i brak jakichkolwiek innych napisów. Nie mając za dużo do roboty, oglądam dzieło z Hollywood’u starając się odpędzić od siebie natrętną myśl: co ja tu kurwa robię…

Granica.

Jesteśmy na miejscu. Kierowca prowadzi nas jak po sznurku przez kolejne obowiązkowe punkty wycieczki. Tu zrobić ksero paszportu, tu wypełnić kartę imigracyjną, a tu stanąć w kolejce i czekać. W międzyczasie sprawdza kto jaką ma wizę i jaki paszport oraz informuje każdego z osobna jakie problemy go czekają. Jaką masz wizę? – pyta i mnie. Zagląda w paszport i wyrokuje – no problem. Mam szczęście, bo teraz uwzięli się na work permity. Dwa miesiące wcześniej nie obyłoby się bez łapówki. Towarzysze niedoli z wizą non-imigrant mają powiedziane wprost – 1000 THB, aby naoliwić maszynę, albo granicy nie przekroczycie.

Przejście graniczne
Przejście graniczne

Przychodzi moja kolej. Zdjąć czapkę! Patrzeć w kamerę! Następny!

To jednak raptem „mniejsza połowa”, gdyż dopiero opuściłem Tajlandię i znajduję się teraz na ziemi niczyjej. Kiedy już wszyscy z naszego „turnusu” przeszli przez odprawę, jesteśmy kierowani do jednej z wielu łodzi. Po chwili pojawia się nasz Charon. Odpala silnik od kosiarki i przewozi nas na drugą stronę tego brudnego Styksu. Po kilkunastu minutach docieramy do posterunku na granicy Birmy. Zaczęło lać. Przemoczony wtaczam się do punktu granicznego, niewiele większego od kiosku ruchu. Tu też wszystko idzie maszynowo. Paszport, ksero oraz… 10 dolarów. W zamian dostajesz pieczątkę, która nie uprawnia wcale do wjazdu na teren Birmy. Uprawnia jedynie do powrotu łódką Charona.

Łódka Charona
Łódka Charona

Jeżeli poszukasz informacji o Birmie, z pewnością znajdziesz podstawową z nich: „obywatele polscy objęci są obowiązkiem wizowym. O wizy można ubiegać się w przedstawicielstwach dyplomatycznych Republiki Związku Mjanmy. Najbliższa Ambasada znajduje się w Berlinie.” Co więc tu się wydarzyło? Wiza, wizą, a 10 dolców od każdego białasa za małą, nic nieznaczącą pieczątkę to istny majstersztyk. Tylko mój turnus w 5 minut zostawił tu 100 dolarów! A takich łódek są dziesiątki…

Charon
Charon

Wracamy na tajski posterunek. Zdjąć czapkę! Patrzeć w kamerę! Witamy w Tajlandii.

Kolejny amerykański hit, kolejny prom i po 20 godzinach kładę się na swoje łóżko, ciesząc się ze świeżutkiej i pachnącej pieczątki w paszporcie.

Gdzie tu sens i logika?

Pewnie zastanawiasz się po co to wszystko. Jaki ma sens taka farsa, której przyklasnął by sam wielki Bareja. Powiesz, że to po prostu niesprawny tajski system imigracyjny. Otóż nie. To wszystko ma wielki sens, ale potrzebowałem kilku dni, aby to rozgryźć.

Takie tam przy rzece
Takie tam przy rzece

Po pierwsze i najważniejsze. Masz zrozumieć, że jesteś tu tylko i wyłącznie gościem. Przekaz jaki masz otrzymać jest prosty: NIE CHCEMY CIĘ TU. Nie chcemy, abyś tu pracował bo wydaje nam się, że zabierasz pracę Tajom. Tym Tajom, których poziom wykształcenia w 2016 roku jest równy z poziomem polskiej wsi na początku XXw. Tym Tajom, którzy język angielski znają bardzo, ale to bardzo słabo. Tym Tajom, dla których prosta matematyka z pewnością prosta nie jest.

Z drugiej jednak strony bardzo potrzebujemy twoich pieniędzy. Skoro więc „ukradłeś” nam pracę, to dasz ją dziesiątkom ludzi związanym z tymi głupimi wycieczkami. Pośrednik sprzedający „wycieczkę”, firma z promem, kierowca busa, oficer imigracyjny, Charon. Do tego wszyscy po drodze, którzy sprzedadzą ci jedzenie, czy butelkę wody. Dolicz jeszcze konsulaty, którym zapłaciłeś już za wizę, czy work permit. Nadal uważasz, że to jest głupie? NIE! To jest genialne w swojej prostocie!

Najgłupsza rzeka świata

4kilo.pl
4kg
        
4kilo.pl
Żadnej Viagry, ani innych głupot. Raz w miesiącu dostaniesz majla z podsumowaniem naszych tekstów.
4kilo.pl
Ebook 4 Kilo
Ebook 4 Kilo
Przeczytaj inne:
symilany similany similan wyspy nurkowanie live board safari nurkowe Tajlandia
SIMILANY: mieszkanie na łodzi i cudowne nurkowanie

Za małolata uwielbiałem Alfreda Szklarskiego i jego serię książek o przygodach Tomka. Śniłem o tych wszystkich przygodach i marzyłem, że któregoś dnia ja też zrobię to wszystko co główny bohater....

Zamknij