Cztery Kilo Obywatela Mniej
Denga w Tajlandii – gorączka krwotoczna, śmiertelna… dla portfela.
5 Głosy: 7

Denga w Tajlandii może być groźna. A dlaczego? Posłuchajcie: postapokaliptyczna przyszłość – cywilizacja została w znacznym stopniu zniszczona przez potężną epidemię. Czworo młodych ludzi usiłuje uniknąć zakażenia i wyruszają na wyprawę w odludne miejsce. To z grubsza scenariusz każdego filmu nawiązującego do tajemniczych chorób. Wspólnym mianownikiem wszelkich gniotów spod znaku klasy B, jest pochodzenie choroby. Zawsze są to cholerne azjatyckie małpy.

Bogu ducha winne człekokształtne mają z góry przypisaną rolę niszczyciela świata. Niczym Niemcy, którzy zawsze są czarnym charakterem i którzy na koniec dostają łomot. O ile Niemcom się zawsze należy, to tym razem muszę stanąć w obronie małp. W końcu jakby nie było to jakaś tam daleka rodzina. Nie przez małpy, a przez pieprzone komary znalazłem się w szpitalu. Na domiar wszystkiego winny był komar egipski. Nawet tutaj mamy problemy z tymi uchodźcami…

denga w Tajlandii choroba tropikalna medycyna ubezpieczenie azja tajlandia laos birma
Szpital na Koh Samui. | Denga w Tajlandii

Denga w Tajlandii – tropikalna zaraza.

Co jeszcze wiemy o chorobach tropikalnych? Z całą pewnością są śmiertelne, Denga to już wybitnie, a ostatnie dni agonii spędza się w izolatce. Przez powietrzną śluzę dostarczane są posiłki oraz fiolki na próbki wszystkiego co z ciebie wychodzi. Wszyscy wokół chodzą ubrani w wielkie dmuchane kombinezony, koniecznie w żółtym kolorze.

Moją agonię przerywa głos drobnej pielęgniarki:

– Proszę Pana, może pójdzie Pan na jakiś spacer, zamiast tak leżeć w łóżku cały dzień?

Gdzie masz dmuchany kombinezon?! Umrzesz, a z tobą cały świat, a ja będę pacjentem zero o którym powstaną kolejne filmy klasy B!

Nie, nie umieram. Jeszcze długo nie. Po prostu leżę w drogim prywatnym szpitalu, zastanawiając się czy mój ubezpieczyciel faktycznie pokryje koszta tego wielogwiazdkowego przybytku. A jak się tu znalazłem? Pewien mały, uparty komar (właściwe komarzyca) wbiła się w moje seksowne ciało, wyssała błękitną krew i przy okazji zaraziła mnie wirusem i oto jest – Denga.

Jestem chory na dengę!

Co było dalej? Niewyobrażalne zimno i dreszcze, które pojawiły się bez żadnego ostrzeżenia. Fale zimna były przerywane falami gorąca, a moja temperatura ciała oscylowała w okolicy 40 stopni Celsiusza. Jaka jest polska pierwsza pomoc przy wszelkich chorobach? Może samo przejdzie. Niestety po dwóch dniach nie chciało przejść. Kolejna wizyta w znanej już klinice, krótki wywiad, pobranie krwi do badania i po piętnastu minutach wynik – denga. Taki obrót spraw nie pozostawiał wiele możliwości – czeka mnie wycieczka do szpitala na Koh Samui. Póki co dostałem kroplówkę, łóżko i różowy kocyk. Kiedy klinika organizowała mój transport, ja byłem dopieszczany przez uśmiechnięte pielęgniarki. Denga w Tajlandii jest dość popularna, więc nie było wielkiego zaskoczenia co mi może być.

Jedziemy do szpitala.

Po kilku kolejnych godzinach znalazłem się w końcu na brzegu wyspy Koh Samui. Tu już czekała na mnie karetka, która na sygnale odwiozła mnie do szpitala. Z karetki wsunęli mnie na izbę przyjęć, gdzie po DWÓCH MINUTACH stała przy mnie pani doktor, specjalista od chorób tropikalnych. Z wszechobecnym uśmiechem przywitała się, przedstawiła, opisała moją chorobę, co będą mi robić i jak długo tu zostanę.

W międzyczasie w mojej prawej ręce pojawiły się różne kartki i ulotki, a w lewej wenflon i kroplówka. Gdy w końcu miałem chwilę, aby je przejrzeć okazał się, że pierwsza z nich to moje prawa oraz hasło do wifi… W ciągu 15 minut wokół mnie pracowało co najmniej 7 osób z lekarzem specjalistą na czele. Tak właśnie to zawsze wyglądało w chirurgach, czy innym doktorze Housie. Pomyślałem, że tu musi być dopiero niezły cyrk jak ktoś ma coś poważnego!

denga w Tajlandii choroba szpital ubezpieczenie jakie leczenie koszt tropikalna
Szpitalne łapcie. | Denga w Tajlandii

Pierwsza wizyta w tajskim szpitalu i śmiertelna Denga.

Cały mój pobyt na izbie przyjęć trwał może 20 minut w przeciągu których trzykrotnie mnie przepraszano, że jeszcze nie jestem w prywatnym pokoju. Po tak „długim” oczekiwaniu dwójka sanitariuszy przewiozła mnie do mojego własnego pokoju. Podwieźli mnie pod samo łóżko mimo moich protestów, że nóg mi nie urwało i mogę się przejść. Zaraz po nich wpadła kolejna pielęgniarka niosąc zafoliowaną pidżamkę oraz kapcie.

🔻🔻🔻 Czytaj dalej…