sobota, Kwiecień 29Cztery Kilo Obywatela Mniej - felietony o życiu

KUALA LUMPUR – zawsze, na pewno, nigdy

KUALA LUMPUR – zawsze, na pewno, nigdy
3.5 Głosy: 2

Zawsze.

ZAWSZE chciałem zobaczyć majestatyczne Petronas Towers w Kuala Lumpur. Pierwszy raz o bliźniaczych wieżach usłyszałem w 1997 roku, gdy Alain Robert próbował bez zabezpieczeń wspiąć się na ten imponujący budynek. To dodawało magii samej konstrukcji jak i dalekiej Malezji. To było coś wyjątkowego i niepowtarzalnego. Nie było na całym świecie żadnego innego takiego budynku! Był, ale o wieżach na Manhatanie dowiedziałem się dopiero we wrześniu 2001 roku…

Dla kilkunastoletniego chłopca, Malezja była synonimem końca świata. Gdzieś baaaardzo daleko jest egzotyczne państwo, w którym jest najwyższy budynek na świecie. To definitywnie był koniec świata. Dalej już była tylko Australia, czyli przedsionek piekła. Za nią jest krawędź świata, słonie trzymające ziemię lub ewentualnie czterech olbrzymów. Zależnie czy wolisz wersję antycznych Majów, czy całkiem współczesnego Pratchetta.

Petronas Tower
Petronas Tower

Świat się skurczył i miano końca świata się zdewaluowało. Kiedyś całodniową wyprawą był wyjazd do Babci mieszkającej 500km od Wrocławia. Teraz w 8 godzin pokonuję 10 tysięcy kilometrów. Kilkanaście lat temu Malezja była dla mnie końcem świata, teraz dzieli mnie od niej raptem 1,5 godziny drogi. Dlaczego więc nie spełnić jednego z długiej listy dziecięcych marzeń?

Kuala Lumpur
Kuala Lumpur

Na pewno.

NA PEWNO warto odwiedzić Kuala Lumpur. Chociażby po to żeby się przekonać, że nie warto tego miasta odwiedzać… Robiliście kiedyś pizze z tego co zostało w lodówce? Tak właśnie wygląda stolica Malezji. Weź islam i buddyzm, dodaj chrześcijan i dopraw hinduizmem. Dla smaku dodaj chińczyków. Nie zapomnij o obywatelach Myanmar oraz radykalnych muslimach ukrytych pod burkami. Jaki to wszystko ma smak? Chamstwa, chciwości i biedoty koczującej pod błyszczącymi przepychem domami handlowymi.

Kuala Lumpur
Kuala Lumpur
Kuala Lumpur
Kuala Lumpur

A co z atrakcjami turystycznymi? Jak na takie duże miasto jest ich tragicznie mało! Wieże Petronas? Oczywista wizytówka miasta, ale czy to usprawiedliwia opłatę 55zł za wjazd windą na taras widokowy? Może więc z wieży telewizyjnej Menara będzie lepszy widok? W końcu to 421m. Jednak, aby się o tym przekonać musisz zapłacić 80zł… Jedyną atrakcją wartą wydania 50zł od osoby, jest Birds Park. W tym parku to ty jesteś w klatce, a ptaki na „wolności”.

Birds Park
Birds Park

Jedyną bezpłatną atrakcją jest jaskinia Batu. Za kilka ringgitów dojedziesz tu pociągiem z centrum miasta. Musisz jeszcze pokonać 272 schody i oto jesteś w wielkiej, śmierdzącej, brudnej „atrakcji”, gdzie ilość walających się śmieci ustępuje tylko ilości małpich odchodów. Jaskinia stanowi ważne miejsce czci hinduistycznego boga wojny Murugana. Owy bóg musi aktualnie być w delegacji w Syrii, bo jak inaczej wytłumaczyć, że akceptuje taki syf we własnym domu?

Batu Cave
Batu Cave
Batu Cave
Batu Cave

Lepiej coś zjedzmy. W Malezji, jak w całej Azji, możesz za parę złotych zjeść coś wraz z miejscowymi w podejrzanym ulicznym barze. Nigdy nie miałem żadnych problemów po takich posiłkach pomimo, że miejsca zazwyczaj wyglądają jak poligon doświadczalny dla SANEPIDu. Jest jednak kolejny kamyczek do ogródka mojej malezyjskiej niechęci. Mając lat kilka uczymy się jeść za pomocą sztućców. Przyjeżdżając do Azji ponownie uczymy się jeść, tym razem za pomocą pałeczek. Używanie wszelkich narzędzi odróżnia nas od zwierząt oraz cechuje cywilizację i rozwój. Jak więc nazwać mężczyznę w wyprasowanej koszuli, pachnącego Hugo Bossem i jednocześnie jedzącego rękoma? Oczywiście to nie jest domena Malezji, a jedynie jej mieszkańców pochodzenia indyjskiego. Przedstawiciele innych narodowości lub wyznań używają „narzędzi” do jedzenia, jednak siedzenie przy jednym stoliku z jedzącym rękoma jegomościem jest dla mnie po prostu niesmaczne.

Jedzenie rękoma
Jedzenie rękoma

Możesz wybrać się do lepszego lokalu na przykład na pizze. Tu też czeka cię niemiła niespodzianka. Ceny w menu to nie jest wartość jaką zapłacisz. Gdzieś z pewnością jest ukryta informacja, że do cen dolicza się podatek oraz 10% kosztów obsługi!!! Czy ta obsługa to grający do kolacji cyganie? Może sommelier dający skosztować różnych trunków? Nie! To znudzony pracownik, który wszystko co wykona w ramach „obsługi” to przyniesie kartę. To nie jest wyjątek, ale standard. W każdej knajpie i każdym hotelu będziesz miał coś doliczone do rachunku. Nie rozumiem co ma na celu takie podejście. Jedyne co przychodzi mi na myśl to wprowadzenie klienta w błąd, żeby nie nazwać tego chamskim oszustwem.

10% za obsługę
10% za obsługę

Jest jeszcze słynna ulica handlowa Petaling, na której najbardziej oryginalnym z dostępnych tu towarów są pieczone kasztany. Po przejściu tą uliczką możesz wyjść z Rolexem na ręce, odziany w koszule RalphLauren, trzymając torebkę od Gucciego i pachnąc Dolce&Gabbana. I to wszystko w cenie kilkudziesięciu złotych!

Petaling Street
Petaling Street
Petaling Street
Petaling Street
Petaling Street
Petaling Street

Nigdy.

NIGDY nie mów nigdy. Ja jednak zaryzykuję oświadczenie, że nigdy więcej nie odwiedzę Kuala Lumpur. To jest tylko i wyłącznie moja subiektywna ocena, a każdego gorąco zachęcam do odwiedzin malezyjskiej stolicy. Chociażby po to żeby się przekonać, że nie było warto…

Kuala Lumpur – zawsze, na pewno, nigdy

Przeczytaj inne:
Tajlandia wyspy koh tao samui phangan chang
KOH TAO: jak tu się dostać i co robić poza piciem piwa?

Koh Tao to mała wyspa leżąca w zatoce Tajlandzkiej. Wyspa ma jedynie 21 km2 i sąsiaduje z większymi Koh Phangan oraz Koh Samui. Na wyspie nie ma lotniska, a więc...

Zamknij